tania4.info|www.kartki.marcin.bialystok.pl|do.tania2.info|szklo.tania11.info|www.stanie.marcin.bieszczady.pl Przypadkowo...

Przypadkowo...




Przypadkowo dobranymi ze starożytnego morza obfitości słów. Przecież też z niczego innego jak z pomieszania i zamętu wynikło posądzenie szlachetnie urodzonego mędrca o ukrywanie za miedzianą osłoną swej wstydliwej ułomności wyniesionej z dawniejszej burdy; wszystkie dziś dostępne portrety przedstawiają go z nosem własnym, nie miedzianym. Tak też jest zapewne z posądzeniem o czary i zbytnie zapatrzenie w Kopernikową teorię zamętu. W końcu nic innego jak użyteczna astrologia, tak bliska „harmonices mundi", może stanowić tu źródło pożądanego ładu. Nigdy nie było to przecież zajęcie dla szarlatanów i wydrwigroszy, lecz dla uczonych mężów. Uprawiali ją z pożytkiem nawet święci. Albertus Wielki, ŚW. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu, Miku papieży — wszyscy wielcy astronomowie. Jedynym wyjątkiem był tu Mikołaj, kanonik fromborski, co aż dziwne. Przecież nie bez sukcesów ta nauka, co ją dziś mamy za podejrzany proceder i wykwit ciemnoty: dość wspomnieć zadziwiająco trafne horoskopy tak sławnych mężów jak król Zygmunt August czy wódz cesarski książę Walie n-stein — temu datę i miejsce śmiertelnej klęski pod Liitzen przepowiedział sam Kepler. Co więcej, szukając wśród rozbłysków firmamentu nie sensu obrotów tych ciał, lecz pociechy wróżb, można wpaść na trop zjawisk jeszcze ważniejszych niż te, których możliwość tak lekkomyślnie przypuścił ów Mikołaj. Wszak Ty-chon — przyszły autor podręcznika wróżbiarskich praktyk — jeszcze u landgrafa będąc na łaskawym chlebie, dostrzegł był sam moment zapalenia nowej gwiazdy, co by przeczyło harmonii Sfer i ich porządkowi odwiecznemu, ustalonemu jakoby raz na zawsze; miałobyż zamieszanie ziemskie aż Sfer sięgać? Byłby niepokój naszych umysłów tylko falą odbitą od chaosu zapalających się i gasnących gwiazd? Czy nasze nie-zborne frasunki jak błahe kamyki zapadają w spokojne głębiny? Zdolniśmy je najwyżej zmącić, ale nie poruszyć? Cóż komu po takich tylko pożytkach z uprawiania gwiazdziarstwa? Przecież nie tylko straszyć, ale i niepokoić winna owa kometa z 1577 roku, która — wedle Tychonowych obserwacji — [przebiegła poprzez Sferę gwiazd stałych siejąc tam zamieszanie i przecząc temu, co dotąd o kometach, jako wyziewach ziemskich i tworach złych duchów, wiedziano.