A jak
li! 1
myśli i napisze, z czystej miłości do historii oczywiście. A niech on tu przyjdzie i zobaczy, jak moi ludzie po dwanaście godzin zapierniczają bez przerwy, żeby był port w terminie, żeby ten cholerny węgiel na dolary zmienić! Niech on z nimi pogada o miłości do zabytków i do skarbów kułtury. Niech on zobaczy, jak co roku powstaje mój plan: nie, towarzysze, ja tego zadania nie wezmę, mówiliśmy o trzech miliardach, a tu jest półtora miliarda więcej! Weźmiecie, weźmiecie... Musicie wziąć. Ja mam w samym porcie tyle a tyle set milionów do przerobienia, są znane towarzyszom trudności, a jeszcze mnie zmuszacie, żebym przyjął dodatkowo drugą taką samą robotę. Wiecie sami, dyrektorze, że na porcie się budowa tego kraju nie kończy i nie zaczyna. Wiem, ale tak napiętych zadań to ja ani moi ludzie nie Wykonamy, chyba w dwadzieścia pięć godzin na dobę. No to będziemy musieli was zmienić... Na kogo? No, na tego... Przecież on rozpieprzy przedsiębiorstwo! No pewno, że wolimy was, ale jak nie chcecie przyjąć zadań... I tak dalej, i tak dalej... W końcu przyjmuję, nie dlatego, że się boję, tylko dlatego, że nikt tego nie poprowadzi w takich warunkach i w takim wariackim bajzlu. Nie dlatego, że drżę o stołek, tylko dlatego, że chcę, aby się ten kraj szybko ruszał do przodu. Więc niechby on to zobaczył i ocenił, ten gryzipiórek, jeśli mu w ogóle wydrukują taką rzecz w jego gazecie. Tym, co twierdzę ileś tam wieków temu budowali, to dobrze było. Pracowali sobie spokojnie, dziesiątki lat, bez narzuconego planu, terminów, mechanizacji, kooperacji, telefonów i inspekcji BHP. Dlaczego ja mam czuć do nich taki cholerny szacunek, jak mi to wmawiają różne gryzipiórki i inni miłośnicy? Co z tego wynika, że byli przede miną? Czy choć w części dorośli do dramatów moich i moich ludzi? Czy im się śniły choć w części takie masy kamienia, ziemi i betonu, jakie ja przerzucam? Ozy w ich rękach były losy kraju rwącego się ku światu? Czy ich mózgi były choć w części dość sprawne aby objąć to, z czym ja Się borykam? PeWno, musimy ciągle wspominać naszych antenatów jak świętych laickich, bo tak wypada, ale ja nie czuję do nich szacunku. Ja, który naprawdę tworzę. JA BUDOWNICZY! Czym są ich.chałupki o stromych dachach, ich niekształtne wieże, ich walące się bastiony wobec strzelistego ogromu konstrukcji, które ja wznoszę? Panie Januszu, ozy rzeczywiście tych cudzoziemców tak to wszystko interesuje, rzeczywiście to ma aż taką wartość, przecież tu gównem czuć? Historia, dziedzictwo... Pan się za dużo naczytał, inżynierze; za mało pan zna życie. Historia to jest dziś! Dziedzictwo to jest to, co robimy tu i teraz! Ostatecznie można by te gówna uprzątnąć, nabrzeże naprawić, drogę zrobić i dać tu wystawę naszych osiągnięć. Docent Wawel opracuje założenia artystyczno-historyczne. Pan się tym zajmie od strony naszego przedsiębiorstwa; i tak nie macie nic lepszego do roboty. Że nie po to pan politechnikę kończył? Takich, co kończyli, to ja mam cały worek, a takich, co znają życie, mam wciąż za mało. Życie, chłopcze, trzeba ci poznać, bo się kwoka z ciebie robi za tym biurkiem, ot, co! Że co on chce? Że ciekawe, pewnie, że ciekawe; dla tych, co mają dużo czasu, ciekawe, a co on rozumie z moich problemów? Rzuć mu tam, chłopcze, tymi jakimiś datami, królami, ilu ich tam było... Że jego interesuje przemysł, który stąd widać? Ciekawe... Powiedz mu, że my to wszystko własnymi rękami, rozumiesz, własnymi rękami, z niczego! Jeżeli własnymi rękami, to on się pyta, gdzie były maszyny? Jeżeli z niczego, to on mówi, że w takim razie wydajność u nas żadna, bo się jeszcze nie moimi